+/- 1010 km na trasie
Łódź/Nowosolna, Sejny, VILNIUS,Trakai, Sejny, Suwałki, Szypliszki, Puńsk, Sejny, Augustów.
Zaczęło się od luźnego: a może by tak? W końcu zapadła nieodwołalna decyzja i podjęte zostały działania mające
na celu urzeczywistnienie pomysłu. Szczególne podziękowania dla Yaro, który nakreślił przebieg trasy i
zarezerwował noclegi. Marcinello zebrał i uporządkował wszystkie potrzebne info o trasie.
Dzień pierwszy. 05.06.2004 godz. 12:45 Nowosolna. Wyruszamy z gwiaździstego skrzyżowania dróg..
Odcinek 105 km Dmosin, Trzcianka, Łyszkowice, Zakulin, Bełchów, Nieborów, Bolimów, Aleksandrów,
Szymanów, Niepokalanów i lądujemy na nocleg w Kampinosie. W godzinę po przyjeździe oberwanie
chmury, ale rano było już pogodnie. Marcinello z wypiekami na twarzy, oglada odcinek serialu "Pogranicze w
ogniu". Wizyta w miejscowym kościele o barokowym wystroju i fotka pod starymi dębami.
Tak zaczął się dzień drugi, 06.06.2004.
Ruszamy przez Puszczę Kampinoską w kierunku Kazunia, Nw.Dwór Maz.,Modlin, Nieporęt,
Białobrzegi, Radzymin, Wyszków, Budykierz na nocleg w Broku po 137 km.
Na chwilę wpadamy do modlińskiej twierdzy. Jazda ruchliwą drogą dała się we znaki. Ryk pędzących
samochodów i silny wiatr były nieznośne. Mały posiłek we wsi Tumanek i podążamy w kierunku Broku. Teraz
droga wiedzie przez las. To pewne wytchnienie, ale trudno doczekać się jej końca. Nocujemy w domkach pod
wysokimi sosnami, na których mieszkają drące się bezustannie wrony. Gardłują do zmroku, w nocy
sporadycznie przez sen, ale brzask ponownie przynosi wybuch ich jazgotu. W Broku, z apetytem, zjadamy w
miejscowej knajpie naleśniki z seren, na poczekaniu usmażony kurzy biust i łykamy po browarku. Coraz bardziej
chce nam się pomidorówki z grubym makaronem, jednak takiego dziwactwa nie znajdujemy. Zjemy ją dopiero w
naszych domach .
Dzień trzeci 07.06.2004. Opuszczamy Brok i po 135 km docieramy przez Ostrów Maz., Zambrów,
Mężenin, Strękow G. do Goniądza. Nocleg we wsi Dawidowizna, gdzie nocuj też holenderscy turyści,
żądni przeżyć na łonie prawdziwej przyrody. Biebrzański Park Narodowy robi duże wrażenie swoim bezkresem
zieleni i wijącej się po bezludziu Biebrzy.
Dzień czwarty 08.06.2004. Rankiem ruszamy przez Dolistowo, Dębowo, Białobrzegi, Augustów,
gdzie pałaszujemy miejscowy przysmak czyli kartacze. Giby tu zatrzymujemy się w miejscu poświęconym
poległym i zamordowanym w powstaniach narodowych i kolejnych wojnach, do Sejn, pod którymi we wsi
Degucie zasypiamy po 108 km. W sejneńskim kantorze kupujemy litewską walutę i zwiedzamy miasteczko.
-Can I help you?, tak powitano nas w sklepie spożywczym. W innym ekspedientka woli język migowy. Czy
ładnie ubrani cykliści to jakieś zagraniczne cudaki ? W księgarni, w której kupuję rolkę filmu foto, dawno nie
widziane akcesorium. Sprzedawczyni obok elektronicznego gadżetu używa starego liczydła.
Dzień piąty 09.06.2004. Przed nami Vilnius, ale to po 183 km przejechanych w 9 godzin. Start wczesnym
rankiem. Na granicy z Republiką Litwy w Ogrodnikach pusto. Polska Straż Graniczna zdawkowo sprawdza
dokumenty.Litewski strażnik tylko macha ręką .Suwalszczyzna ma dobre, nie rozjeżdżone drogi asfaltowe. W
Litwie drogi też są dobre. Asfalt szeroki i równy, brak jakichkolwiek kolein. Nawet te żwirowe są twarde i równe.
Asfalt wije się po terenie dość pofałdowanym. Lasy, lasy, pola i pagórki. Nieliczne po drodze domy, głównie
drewniane. Lazdijaj, Alytus, Babriskis. Przed samym Vilniusem boczny wiatr jest tak silny, że porywa z
pobocza drobny żwir i wali w nas bez lito ci; aby utrzymać się się na asfalcie robimy silny przechył na na lew
burtę. Jest wreszcie tablica z napisem "Vilniaus miestas". Do miasta wjeżdżamy jednak dopiero po klikunastu
kilometrach. Docieramy do centras i odnajdujemy ulicę Vivulsko, gdzie na siódmym piętrze akademika spędzimy 2
noce. Kolejne urodziny obchodzi Yaro.
Dzień szósty 10.06.2004 Miasto zwiedzamy z buta. Piękna słoneczna pogoda, która jednak nie wyrównała
naszej "kolarskiej opalenizny". Chodzimy po starym Wilnie, które jest jednym wielkim zabytkiem, pieczołowicie
odnawianym. Bez trudu znajdujemy pami tki polskiej obecno ci w mie cie, tej sprzed wieków, jak i tej całkiem
niedawnej. Za kilka lat trzeba znowu odwiedzić Vilnius. Dzień siódmy 11.06.2004. Wracamy! W czasie 8:30
pokonujemy 183 km przez Trakai, Rudiskes, Onuskis, Daugai, Alytus, Lazdijaj, Ogrodniki i nocujemy
znowu w Deguciach k/Sejn. Po drodze zatrzymujemy się w Trokach i oglądamy zamek oraz inne zabytki.
Spotykamy niemieckiego cyklistę, który wyprawił się samotnie do Litwy. Dzień ósmy 12.06.2004 Po
suwalszczyźnie 113 km. Sejny, Szypliszki, Puńsk, Sejny. W Puńsku usiłujemy w sławnej Restorans Sodas
załapać się na regionalne przysmaki. Bez rezultatu. Dla nas zabrakło. O zgrozo, częstuj nas frytkami i schabowym.
Jedziemy dalej. Dzień dziewiąty 13.06.2004 Rankiem na rowerki i znikamy. Po 38 km ostrej jazdy, w
Augustowie hop do pociągu i po męczącej podróży lądujemy w Łodzi na Dworcu Łódź-Kaliska.
Awarii i wypadków szczę liwie uniknęli my. Deszcz spłukał nas tylko raz, przed Deguciami, gdy z Sejn wracali my
prowiantem. fotorelacja
Na trasie sprzyjała nam pogoda. Było O.K. !
*
